elfpride

Duma elfa

Goryl’drin siedział oparty pod drzewem. Z ogniska biło przyjemne ciepło. Reszta drużyny smacznie spała. Odpoczynek był im potrzebny po ostatnich przejściach. Dochodziła północ. Warta elfa pomału dobiegała końca.

elfpride

- Ech, to była walka
Elf wrócił wspomnieniami do zamku de Agostinich.
- Nieźle mnie wtedy Calahan wkurzył. Wszędzie się wtrącał i utrudniał naze działanie. A kiedy doszło między nami do starcia to ledwo się obroniłem. W sumie gdyby nie sukkuba, która wrzuciała nas w portal to nie wiem jak ta walka by się dla mnie skończyła.
W lesie z oddali dobiegło wycie wilka. Elf spojrzał w tamtym kierunku pilnie nasłuchując. Nic jednak niepokojącego się nie działo. Otulił się szczelnie kocem bo noc była chłodna.
- Trzeba było jednak wrócić na zamek a z Calahanem miałem porachunki. Już wcześniej patrzył na mnie „wilkiem”. Gaspar zgodził się pomóc. Jak wpadliśmy do komnaty to Gaspar poszczuł go psem ognistym. Pomimo obrażeń Calahan stawiał zaciekły opór (jakby nie patrzeć był dowódcą straży zamkowej i w bijatykach zaprawiony). Jednak tym razem to ja byłem górą
Na twarzy Elfa zagościł grymas, który towarzysze pewnie uznali by za uśmiech
- Nieźle dostał. Ripostował każdy cios jednak popełnił błąd i dostał najpierw w ramię a potem cięcie od dołu przez klatę. Reszta to już tylko formalność
Na twarzy Elfa ponownie zagościł grymas przypominający wilczy uśmiech – Goryl’drin nie lubił jak ktoś z nim zadarł. A ta walka była jego jedną z najlepszych.
- Dobra. Już czas. Pora budzić Svena na zmianę