wojownikwspomnienia

Wstyd wojownika

- Sven wpadł w gówno, Sven wpadł w gówno – od strumienia słychać było piskliwy śmiech niziołka. Zaraz potem rozległ się dziki ryk jakby rozwścieczonego bawołu. Po chwili zza krzaków wyskoczył niziołek.

wojownikwspomnienia

Jeszcze chyba nigdy tak szybko nie biegł. Dopadł do ogniska. Zerwał ruszt z nogą zająca i pobiegł na przeciwległą stronę polany.

- Sven wpadł w gówno całą gębą tak jak wtedy – rzucił przez ramię i już go nie było. W tym samym czasie od strony rzeczki rozległ się głośny plusk. Po pewnym czasie zza krzaków wyszedł Sven. Jego mina wskazywała, że nie ma ochoty do żartów.
- Taki czysty to ty chyba jeszcze nigdy nie byłeś – rzeczowo zauważył Martin. Sven spojrzał spode łba na czarodzieja.
- A za uszami umyłeś – Elf miał twarz jak z kamienia – coby nam żadnego zwiera na kark nie sprowadzić
Sven odwrócił się w kierunku Goryl’drina. Postał chwilę po czym zrezygnowany podszedł do ogniska.
- Już raz był taki czysty – Kal chciał wziąć kolejną porcję zająca ale natknął się na różdżkę druidki
- No wtedy kiedy kultyści go do kloaki wrzucili – Kal cofnął rękę pod groźnym okiem Amber
- A, wtedy – zachichotał Martin
- A jak to właściwie było? – zaciekawiła się Amber
- Właśnie – Goryl’drin – praktycznie nic o tamtych wydarzeniach nie mówiłeś
- A bo czym tu się chwalić – odezwał się Sven przełykając kawał odgryzionego mięsa
- Śledziliśmy wtedy z Miszelem tych kultystów. Jak wyszli z kasztelu i poszli w las to poszliśmy za nimi. Ukryliśmy się w zaroślach i śledziliśmy co się dzieje. To wiecie, że zarżnęli jakiegoś staruszka a potem przywołali zjawę. I właśnie ta zjawa nas wykryła. Wialiśmy najszybciej jak się dało, ale dopadli nas w wiosce. Miszel całkiem nieźle walczył a i ja nie ostawałem z tyłu. Ale nas było tylko dwóch a ich kilkunastu. Miszel zabił ze trzech zanim go ubili. Mi udało się chyba położyć jednego ale potem pojawił się ten cholerny czarodziej. Ogłuszył mnie czymś. Więcej nie pamiętam. Jak się ocknąłem to leżałem w kloace. Smród jak cholera. Próbowałem stamtąd wyleźć. Dwa razy zleciałem ponownie w dół. Dopiero jakieś chłystki pomogli mi wyleźć. Cały byłem w odchodach. Myłem się chyba ze dwie godziny.
- Ale dzięki temu przeżyłeś – zauważył elf
- Ale jaka potwarz – wojownik pokonany przez bandę kultystów i znaleziony w gównie przez dwójkę chłystków
- Ale .. – Kal próbował coś powiedzieć
- Jeszcze słowo! – złowrogo powiedział Sven – tego wstydu nigdy nie zapomnę.